sobota, 23 lipca 2016

Zły sen



Gatunek: Angst
Paring: Jeongcheol (Jeonghan x Seungcheol)
Autor: Ruki
Ilość słów: 2187 
Opis: ,,Poczułem jak zimna woda otula moje ciało i powoli zapełnia płuca. Na początku się dusiłem i próbowałem ratować, jednak w końcu się uspokoiłem. Przecież sam chciałem takiej śmierci. Wybrałem takie zakończenie. To wszystko miało być dla mojego dobra. Nawet to, że kolejny raz tej wiosny straciłem przytomność. Chociaż potem budziłem się w jeszcze gorszym stanie.''

Seungcheol:
Morze, klif, pochmurne niebo, miłość mojego życia, jego łzy spadające powoli na chodnik i ja – człowiek, który zmarnował okazję na bycie z osobą, którą kocha. Poza tym zrobił najgorszą rzecz, jaką mógł. Powiedział zbyt dużo raniących słów. Jestem głupi, fakt. Niestety błędów nie cofnę, nieważne jak bardzo bym chciał. Słowa na zawsze zostaną w pamięci osoby, do której zostały wypowiedziane. Dlatego też tak bardzo zdania wypowiedziane przez Jeonghana zabolały mnie teraz. Jak to mówią buddyści: ,,Otrzymasz w zamian to, co dałeś.’’ Przecież na tym polega karma. Już dawno powinienem o tym wiedzieć.
 - Nienawidzę cię. Nie chcę cię znać. - Chociaż wiedziałem, że zasłużyłem i, że to wszystko dzieje się z mojej winy, nie potrafiłem nic zrobić. Stałem jak sparaliżowany. Chciałem coś powiedzieć, zatrzymać go, jednak nie mogłem. Coś mnie powstrzymywało.
Spuściłem głowę, kiedy poczułem, że łzy napływają mi do oczu. Nie pozwalałem jednak im wypłynąć. Chwilę mi to zajęło, ale kiedy już się uspokoiłem podniosłem niepewnie głowę. Miałem nadzieję, że chłopak nadal stoi i czeka na to, aż zbiorę się i go przeproszę. Niestety, jego już nie było. Miałem wrażenie, że oprócz zniknięcia Jeonghana, zniknęła także moja dusza. 
Przechyliłem głowę w bok i spojrzałem w stronę morza. Od zawsze się nim zachwycałem. Marzyłem o tym, żeby spędzić nad nim całe życie. Tak bardzo mnie kusiło, chociaż teraz w nieco inny sposób. Przecież to tylko skok w zapomnienie. Raczej bezbolesna śmierć, a przynosząca ukojenie. Nie miałem nic do stracenia. Chyba. 
Zbliżyłem się powoli w stronę końcówki klifu i spojrzałem w dół.
- Tylko jeden krok i będzie po wszystkim - powiedziałem sam do siebie, po czym przetarłem oczy, które zaczęły mnie nieprzyjemnie piec. Miałem nadzieję, że przez to znikną wszystkie obrazy, które w tym momencie widziałem. Niestety, jak zwykle się zawiodłem. Przed moimi oczami przeleciały wszystkie wspomnienia związane z Jeonghanem. Nasze pierwsze spotkanie, pierwsza randka, pierwszy pocałunek, pierwsza kłótnia i… no cóż, nasza ostatnia kłótnia też. Wszystko działo się w tym miejscu. Może gdyby miało miejsce gdzie indziej los potoczyłby się inaczej? Lub po prostu ja nie powinienem zaczepiać tego niezwykle pięknego chłopaka siedzącego na krawędzi klifu? Popełniłem w swoim życiu naprawdę wiele błędów. Żałowałem tego wszystkiego. Właśnie dlatego nie miałem oporu przed postawieniem nogi krok dalej i spadnięciem w otchłań morza, które wręcz zapraszało mnie w swoje ramiona. Chciało mi pomóc, sprawić, że będzie lepiej. 
Poczułem jak zimna woda otula moje ciało i powoli zapełnia płuca. Na początku się dusiłem i próbowałem ratować, jednak w końcu się uspokoiłem. Przecież sam chciałem takiej śmierci. Wybrałem takie zakończenie. To wszystko miało być dla mojego dobra. Nawet to, że kolejny raz tej wiosny straciłem przytomność. Chociaż potem budziłem się w jeszcze gorszym stanie. 
- Zimno – powiedziałem, otwierając oczy. Sennie podniosłem się do siadu i rozejrzałem się po pomieszczeniu w którym aktualnie się znajdowałem. Mimo tego, że od razu je rozpoznałem, i tak musiałem się uszczypnąć. Chciałem mieć pewność, że moja śmierć była tylko snem, który nigdy się nie wydarzył. A przynajmniej jego większa część. 
Wstałem z łóżka i ruszyłem w stronę biurka. Musiałem zaznaczyć w kalendarzu kolejny dzień, w którym obudziłem się przez swoją własną śmierć. Dzieje się tak już trzecią wiosnę. Tym razem było to dopiero 5 dni, jednak wiedziałem, że aż do lata będzie mnie to męczyć. Nie ważne, jak bardzo chciałbym to zmienić – i tak nie potrafię. Nadal kocham osobę, z którą pokłóciłem się te 3 lata temu i niestety nie mogę o niej zapomnieć. 
Stwierdziłem, że tego dnia zrobię sobie wolne w pracy i pójdę nad morze. Chociaż było to miejsce przywołujące wiele nieprzyjemnych wspomnień chciałem się tam znaleźć. Przyciągało mnie ono niczym we śnie. Czułem, że tylko w tym miejscu może się wszystko zakończyć. Mimo tego, że i tak wszystko, co ważne, w tym miejscu dobiegło końca. Niestety, w rzeczywistości nie mam tyle odwagi, co w snach. Tylko dlatego nadal utrzymuję się przy życiu i mam cichą nadzieję na powrót ukochanego, którego tak boleśnie straciłem. 
Jedno pójście nad morze przerodziło się w codzienne wyjścia. Miałem wrażenie, że przebywając w tym miejscu, sercem jestem bliżej niego. Nie wiedziałem co robi. Czym się zajmuje, czy ma kogoś bliskiego ani czy nadal o mnie myśli. Tak naprawdę nie powinienem się tym przejmować, jednak jakaś część mnie niezwykle bolała na myśl o tym, że może być w tej chwili z kimś innym. Miałem nadzieję, że mnie potrzebuje, dokładnie tak jak ja jego.
Któregoś dnia stwierdziłem, że napiszę list. Miał być ostatnią rzeczą skierowaną do Jeonghana przed moją śmiercią. Sam przecież nie wiedziałem w którym momencie postanowię odejść z tego świata. Zawsze trzeba być przygotowanym na takie rzeczy. Poza tym wiedziałem, że jestem u kresu wytrzymania i od przejścia na drugą stronę dzielą mnie jedynie dni, o ile nie godziny. 
W moim liście nie znalazło się wiele. Przelanie myśli na kartkę było dla mnie równie trudne, co wypowiedzenie ich. Nie wiem czy nawet nie trudniejsze. Do napisania tego zmusiło mnie jednak to, że kiedyś i tak przyjdzie taka pora, że będę musiał to z siebie wyrzucić, a musiałem postępować zasadą: ,,Teraz, albo nigdy.’’ 
Ten dzień w końcu nadszedł. Budząc się czułem, że jestem wypruty ze wszystkich uczuć. Każda kolejna noc z tym samym snem wykańczała mnie coraz bardziej. Już był kres wszystkiego, nie mogłem ciągnąć tego dalej. To było nie do wytrzymania. 
Tego samego dnia ruszyłem na ten dobrze znany mi klif. Było to już moją rutyną, jednak tym razem poszedłem tam w innym celu. Chciałem spełnić moje sny. Myślałem, że nigdy się na to nie odważę, jednak ludzie się zmieniają i nic nie można na to poradzić. Jedni się rodzą, inni odchodzą. Taka jest kolej rzeczy. Ja po prostu postanowiłem, że to będzie dla mnie najlepsze. 
Jedyną rzeczą jaka różniła moje sny od jawy było położenie listu pod leżący obok moich stóp kamień. Sam nie wiem, czy chciałem, żeby dotarł do Jeonghana. Możliwe, że po prostu nie byliśmy sobie przeznaczeni, a nasz los nie mógł się zmienić. Po prostu powinniśmy się z nim pogodzić. Dlatego nie zastanawiając się dłużej zrobiłem dokładnie tak jak w moim śnie i postawiłem jeden krok więcej. 
Jako, że nawiedzający mnie każdej wiosennej nocy koszmar był bardzo realny, byłem już przyzwyczajony do śmierci. Wszystko odgrywało się tak samo. Póki jeszcze byłem tego wszystkiego świadomy, spojrzałem na moją lewą rękę. Była cała okaleczona. Codzienne sprawdzanie, czy jestem w śnie, czy w rzeczywistości zostawiało znaki i było potwierdzeniem, że teraz naprawdę umieram.
Wypuściłem pozostałe powietrze z płuc i zamknąłem oczy. Pozwoliłem, by morze zabrało mnie do siebie. Była to powolna i bolesna śmierć, jednak jak zwykle próbowałem sobie wmówić, że to dla mojego dobra. Kiedy zacząłem dostrzegać jakieś dziwne światło wiedziałem już, że teraz będzie tylko lepiej, a ja opuściłem ten świat na zawsze.

Jeonghan:
Najpiękniejsza sceneria do zerwania jaką można sobie wymarzyć to oczywiście miejsce w którym poznało się miłość swojego życia, bo jak inaczej. Chociaż na tym klifie działy się rzeczy warte zapamiętania, przeżyliśmy tu też kłótnie tak mocne, że sprowadziły nas do momentu, w którym aktualnie się znajdowaliśmy. 
- Nienawidzę cię. Nie chcę cię znać. - Te słowa z trudem przechodziły mi przez gardło. Tak naprawdę chciałem, żeby został, przytulił mnie i przeprosił. Miałem nadzieję, że wszystko będzie dobrze i nam się ułoży. Jak zwykle się zawiodłem. Spojrzałem na mojego byłego chłopaka, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Ten nawet nie zwrócił na to uwagi, bo nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy. Cały czas wlepiał wzrok w ziemię. Miałem wrażenie, że zapomniał o moim istnieniu. Zapewne nigdy nic dla niego nie znaczyłem. Zresztą i tak mi o tym powiedział.
Skorzystałem z chwili nieuwagi Seuncheola i zbliżyłem się do końcówki klifu. Nie patrząc w dół, skoczyłem do wody mając nadzieję, że śmierć nadejdzie szybko. Skoro nic nie znaczyłem dla osoby, którą kocham mogłem spokojnie umrzeć. Może nawet nie zwrócił uwagi na to, że właśnie rzuciłem się do zimnej wody i raczej nikt nie będzie w stanie mnie uratować. 
Śmierć nadchodziła zbyt wolno oraz była bardzo bolesna. Czułem, że nie mogę złapać powietrza, a do moich płuc powoli wlewała się woda. Irytowało mnie to, że nie mogę nic zrobić, nawet w kierunku skrócenia sobie cierpienia. Może po tym wszystkim byłoby dla mnie lepiej, lecz zanim to nastąpi, musiałem się okropnie męczyć.
- Mam dość - powiedziałem do siebie w myślach po czym otworzyłem oczy, żeby po raz ostatni zobaczyć dno morza, na którym aktualnie odbierałem sobie życie. Miałem wrażenie, że słyszę głosy, jednak było to tylko złudzenie przed odejściem z tego świata. Umarłem.
Zerwałem się z łóżka ze łzami w oczach. Byłem cały spocony i roztrzęsiony. Skoro nadeszła wiosna, powróciły do mnie sny, pojawiające się już 3 rok z rzędu. Miałem ich dość, jednak tęsknota za Seungcheolem dawała się we znaki. Żałowałem słów wypowiedzianych tamtego dnia. Może gdybym nie powiedział tych dwóch zdań uzyskałbym przeprosiny i teraz budził się w objęciach ukochanego. Niestety, czasu nie można cofnąć. Poza tym Seungcheol na pewno ma teraz kogoś, kogo kocha i nie pamięta już o tym chłopaku, który przez jakiś czas był ,,kimś ważnym’’ w jego życiu.
Wiosna powoli mijała. Próbowałem wielu sposobów, żeby odgonić od siebie koszmary senne. Kiedy zorientowałem się, że nic nie może mi pomóc, postanowiłem, że wybiorę się na ten klif. Nie miałem nic do stracenia, a właśnie to miejsce nawiedzało mnie każdej nocy chwilę przed okropną i bolesną śmiercią. Miałem nadzieję, że może znajdę tam coś co powstrzyma moje sny a ja znów będę szczęśliwy.,.
Przychodzenie tam stało się czymś, co robiłem każdego dnia. Siedziałem w tym miejscu chwilę i rozmyślałem,a kiedy stwierdzałem, że mam dość, wracałem do domu. Nie wiedziałem wtedy, że oprócz mnie przychodziła tam jeszcze jedna osoba, która też miała ten głupi nawyk. Los jednak chciał, że każdego dnia się mijaliśmy i nie mogliśmy spotkać, chociaż oboje tego bardzo pragnęliśmy.
Któregoś dnia obudziłem się wyjątkowo pusty. Miałem wrażenie, że stanie się coś okropnego, jednak nie wiedziałem co. Starałem się to zignorować, chociaż nie wychodziło mi to najlepiej. Przetrwałem w ten sposób nawet połowę dnia, jednak kiedy już nie wytrzymałem zerwałem się z uczelni i ruszyłem w stronę klifu, do którego z niewyjaśnionych przyczyn tak bardzo mnie ciągnęło.
Jak zwykle nikogo tam nie zastałem. Zobaczyłem jednak coś, czego nie widziałem tu nigdy wcześniej. Jakaś koperta leżąca pod kamieniem, zaraz obok końca klifu. W pierwszej chwili pomyślałem, że może jakiś romantyk zostawił to dla swojej dziewczyny i nie powinienem tego ruszać. Była też opcja, że był to list samobójcy. Miałem w planach zostawienie tego i wrócenie do domu, jednak ciekawość wzięła górę. Powoli zbliżyłem się w stronę koperty, która, jak się okazało, była podpisana moim imieniem.
- Seungcheol - powiedziałem odruchowo. Nie wiedziałem, kto inny mógł to tu zostawić. Na moich ustach pojawił się uśmiech. Przytuliłem do siebie kopertę i poszedłem kawałek dalej, żeby usiąść i przeczytać zawartość. Przez chwilę byłem pewien, że chłopak zostawił to, żeby nawiązać ze mną kontakt. A przynajmniej chciałem w to wierzyć.
Szczęśliwy otworzyłem kopertę. Nie spodziewałem się jednak, że to, co tam zobaczę sprawi, że do moich oczu od razu napłyną łzy, a ja nie będę potrafił ich powstrzymać.
,,Uh, no cóż… Od czego tu zacząć? Może najlepiej od tego, że chciałem przeprosić. Nigdy nie chciałem Cię skrzywdzić. Od zawsze Cię kochałem. Może nigdy Ci tego nie powiedziałem, ale tak było. Byłeś najważniejszą osobą w moim życiu, a ja byłem tym idiotą, który Cię stracił. Przepraszam jeszcze raz.
Zapewne tego nie przeczytasz, jednak chciałbym od razu Cię pożegnać. Ten list znalazł się w tym miejscu dlatego, że odebrałem sobie życie. Bez Ciebie nie widziałem sensu bycia po tej stronie. Więc żegnaj, cieszę się, że poznałem taką osobę jak Ty. Byłeś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Mam nadzieję, że ułożyłeś sobie życie i jesteś teraz szczęśliwy.
Ps. Nigdy nie byłem zbyt dobry w pisaniu listów i okazywaniu uczuć, za co też przepraszam. ~Seungcheol.’’
Przeczytałem list chyba 5 razy. Pragnąłem zobaczyć na nim zdanie, w którym ten idiota pisze, że to głupi żart i, że wcale się nie zabił. Biorąc pod uwagę to, że jeszcze dzień wcześniej nie było tego listu, zabił się dzisiaj. Fakt, miałem złe przeczucie, jednak je zignorowałem. Możliwe, że gdybym przyszedł do tego miejsca od razu, nie wydarzyłoby się to. Znowu bylibyśmy szczęśliwi i nie musielibyśmy więcej cierpieć.
Z listem w dłoni wróciłem do miejsca, w którym go znalazłem.
- Seungcheol zaczekaj na mnie - powiedziałem, patrząc w dół. Łzy nadal spływały po moich policzkach, a ja nie mogłem uwierzyć, że moje sny stały się jawą. Cholernie się bałem, ale nic nie mogło mnie powstrzymać przed skokiem. Przed oczami widziałem twarz chłopaka. Może chociaż po drugiej stronie spotkamy się na nowo i zapomnimy o tym, co wydarzyło się w tym okropnym miejscu?
Poczułem się znowu jak w moim koszmarze. Różniło się to tylko tym, że tu jeszcze dokładniej czułem ten ból i nie mogłem wyrzucić z głowy myśli o chłopaku, który zginął tu chwilę przede mną. Nim straciłem przytomność zdążyłem opaść na dno i dostrzec ciało osoby, którą tak kochałem. Teraz już wiedziałem, że to wszystko jest prawdą. Resztką sił przysunąłem się do niego, żeby złączyć nasze dłonie i pozwolić sobie odejść. Chociaż to wszystko bolało, wiedziałem, że jeszcze chwila, a będę po drugiej stronie. Kiedy zacząłem dostrzegać jakieś dziwne światło rozumiałem już, że teraz będzie tylko lepiej, a ja opuściłem ten świat na zawsze. 

A/N: Tak naprawdę jest to moje pierwsze opowiadanie nie tylko na blogu, ale też ogólnie. Mam nadzieję, że wam się podobało i przyjmiecie mnie dobrze.~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(c) Shina