Gatunek: AU, Angst
Pairing: Hozi
Autor: Soran
Ilość słów: 1144
Opis: Nadmierna tęsknota to pierwszy krok do twojej zguby, a Soonyoung postanowił go wykonać.
Gatunek: AU, Angst
Paring: Hozi
Autor: Soran
Ilość słów: 1144
Opis: Nadmierna tęsknota to pierwszy krok do twojej zguby, a Soonyoung postanowił go wykonać.
- Możesz mi to oddać? - Spojrzałem na niego, czując, jak oczy mnie pieką od napływających do nich łez. - Proszę. - Nie chciałem mu tego oddawać. Pociągnąłem nosem. Był sam środek zimy, a ja stałem na środku wąskiej, starej uliczki w dzielnicy mieszkaniowej.
- Jeśli Ci to oddam... To odejdziesz i zostawisz mnie już na zawsze – powiedziałem, histerycznie dusząc w sobie płacz.
- Soonyoung, proszę. – Zagryzłem wargę. Ton jego głosu był wręcz błagalny.
- Oddam Ci, jak będę gotowy...
To już około 2 miesiące, odkąd mieszkam sam. Moje mieszkanie wydaje się takie puste. Tylko ja, nienaruszone pokoje i wspomnienia. Zamknąłem oczy i omiotłem się wspomnieniem jego skóry, słodkiego zapachu i miękkiego głosu. Tęskniłem, ale wiedziałem, że nie wróci.
Pewnego dnia, gdy wyszedłem z domu na zakupy, spotkałem go. Stał między półkami i w dłoniach trzymał swoje ulubione chrupki. Nie patrzył na mnie, bo zajęty był wybieraniem kolejnych przekąsek.
- Jihoon. - Szepnąłem, a ten momentalnie odwrócił się do mnie, omiatając mnie martwym spojrzeniem. Zmarszczył brwi.
- Soonyoung... co ty tu robisz? - Jego głos był tak ciepły, ale martwy. Mimo to mógłbym go słuchać cały czas.
- Robię zakupy, jak widać. - Chrząknąłem, unosząc lekko reklamówkę do góry, która wypełniona była produktami spożywczymi. Chłopak pokiwał głową, lekko się rumieniąc. No cóż... co można robić w sklepie, jak nie kupować jakieś produkty?
Staliśmy tak przez chwilę. Ja patrzyłem na niego, a on kurczowo wwiercał wzrok w podłogę. Nagle w sklepie zrobiło się aż nazbyt cicho i miałem wrażenie, że mogłem usłyszeć jego płytki oddech. Miałem ochotę podejść i pocałować go na oczach wszystkich, jednak zrobiłem coś innego. Szybkim krokiem złapałem go za rękę i pociągnąłem w stronę wyjścia.
- Hosni... przestań. – Słyszałem jego głos za sobą. Wiedziałem, że to nie ma sensu, że to nic nie zmieni... ale musiałem coś zrobić... Chociaż najmniejszy krok. Myślałem, że choć najmniejszy gest znów nas do siebie zbliży i, jak dawniej, będę cieszyć się sielanką życia. Szłedłem, nie patrząc na nic. Na ludzi, słupy, czy znaki. Kierowałem się w stronę domu.
Będąc już na miejscu, rzuciłem go na łóżko. Spojrzał na mnie wymownym wzrokiem. Miałem ochotę na niego krzyczeć. Pytać, dlaczego mnie zostawił, ale zamiast tego wisiałem nad nimi, patrzyłem. Spoglądałem na jego dziecięcą buzię, czując jak łzy cisną mi się do oczu.
- To nie ma sensu Soonyoung - powiedział spokojnie. Płacz coraz bardziej ciążył mi na powiekach. Uderzyłem pięścią w materac, tuż obok jego głowy i podniosłem się do siadu. Nie płakałem... płacz był moim najgorszym wrogiem od jakichś 2 miesięcy.
- Chcesz coś do picia? - zapytałem, czując swoją własną pustkę w głosie. Jihoon tylko pokręcił głową i wstał z łóżka. - Straciłeś te wszystkie wspomnienia? - Zadałem kolejne pytanie, a Woozi spojrzał na mnie pusto. -Nie pamiętasz, jak było nam z sobą dobrze? - Popatrzyłem na niego kontem oka. Chłopak spuścił głowę, wbijając oczy w podłogę. - Dlaczego to musiało się to wszystko tak potoczyć? - Westchnąłem, przeczesując grzywkę palcami. Czułem się pusty.
Od tamtego czasu minęło jakieś 5 dni. Z każdym kolejnym czułem się coraz gorzej. Nie miałem ochoty na nic. Mimo iż wykonywałem czynności ludzkie, posiadałem wrażenie, że jestem rośliną...
Zamknąłem oczy...
- Jihoon, o której dzisiaj wrócisz? – Spytałem, pocierając zaspane oczy i nalewając kawę do miętowego kubka. Z mlekiem i dwiema łyżeczkami cukru, tak jak lubił najbardziej.
- Dzisiaj mam wyjść nieco wcześniej – Uśmiechnął się – To przez to, że pracowałem ostatnio do późna. - Pokiwałem głową.
- Wracaj szybko. – Postawiłem mu pod nosem kawę. Wypił ją szybko i wyszedł....
Potem był już tylko krzyk...
Zdjąłem z nóg buty. Czułem zapach morza. Spojrzałem w górę. Gwiazdy świeciły jak miliony świec, a księżyc był niczym ta, największa, najpotężniejsza świeca. Nabrałem powietrza do płuc. Czułem pod stopami coraz mniej stabilny grunt. Zsunąłem z ramion koszulę.
- Co zamierzasz zrobić? - Odwróciłem się. Stał tam Jihoon. W tych samych ciuchach, w których widziałem go po raz ostatni. Znowu łzy napełniły moje oczy, ale znowu nie płakałem.
- Zastanawiam się, jak to jest się zabić. - Prychnąłem.
- Soonyoung... proszę Cię... zapomnij i zacznij żyć, tak, jakbyś nigdy mnie nie znał. - Patrzył na mnie tym błagalnym wzrokiem. - A pierwszym krokiem do tego będzie oddanie mi tego. - Wyciągnął rękę. Cofnąłem się o pół kroku do tyłu. Westchnąłem ciężko.
- Wiesz... zastanawia mnie, co jest gorsze. Żyć bez Ciebie, ciągle o Tobie pamiętając, czy zapomnieć o Tobie całkowicie. - Uśmiechnąłem się ironicznie. Strata go bolała... a nie pamięć o nim będzie jeszcze gorsza. Wyjąłem z tylnej kieszeni kopertę, do której włożyłem jego naszyjnik. - W środku jest jeszcze list... przeczytaj go kiedyś – powiedziałem. Jihoon otworzył ostrożnie kopertę i wyjął z niej metalowy łańcuszek.
- Dziękuję - mruknął i odwrócił się do mnie plecami. – Tak będzie lepiej Soonyoung... tak będzie lepiej. - Pokiwałem głową na jego słowa i sam się odwróciłem. Przede mną było już tylko morze... i urwisko.
- Kocham Cię Woozi... zawsze będę Cię kochał - powiedziałem, przymykając oczy. Wziąłem rozbieg, pobiegłem i nagle grunt skończył mi się pod nogami. Czułem jak lecę. Przez chwilę miałem wrażenie, że wszystko, co ludzkie, mnie opuszcza. Wolny. Byłem wolny. Choć na chwilę wolny od klątwy, która została na mnie rzucona 2 miesiące temu.
Plusk wody.
Opadałem na dno. Merytorycznie i dosłownie. Otworzyłem na chwilę oczy. Zimna woda zalała mnie z wszystkich stron. Przed sobą widziałem tylko księżyc. Był taki ogromny i lśniący. Czułem go na swojej twarzy. Podniosłem rękę. Miałem na niej mały zegarek na czarnych paskach. Od środka był już lekko pożółkły, a wskazówki w paru miejscach obkruszone. Godzina 20:19. Dokładnie o tej godzinie, 3 miesiące temu, zginął mój ukochany. Dzisiaj ginę i ja. Z tęsknoty za nim żołądek ściskał mi się do tego stopnia, że nie mogłem jeść, a gula w gardle ledwo pozwalała mi przełknąć ślinę. Sen spływał mi z powiek za każdym razem, gdy przykładałem głowę do poduszki, a gdy tylko się podnosiłem, czułem się znów ospały. Myśli wiecznie galopowały po głowie w chaosie. Ogarnęła mnie desperacja i depresja do takiego stopnia, że go widziałem.
W płucach powoli brak powietrza. Czułem, jak w mojej tylnej kieszeni rozmięka papier. Ogarniało mnie zimno i z każdym centymetrem niżej było mi lepiej... czułem się bliżej niego. Skostniałą już ręką sięgnąłem do tylnej kieszeni. Nadal tam był... naszyjnik Jihoona. Mój największy skarb, odkąd go straciłem. Oplotłem sobie go wokół ręki i jeszcze raz spojrzałem w górę. Księżyc wydawał się coraz jaśniejszy, a wszystko, co wokół niego, czarne i zimne. Moje ciało z sekundy na sekundę czuło coraz większy nacisk i coraz większą lekkość. Zamknąłem oczy. To koniec. On nie wróci. Ja też nie wrócę do normalnego stanu rzeczy. Muszę go dogonić. Dogonię go. Doganiam go.
Czuję jak duszą mnie moje własne płuca. Z ust już nie wydobywa się ani jeden bąbelek. Zamknąłem oczy ciaśniej niż zwykle.
Czuję ulgę. Czuję się lepiej, mimo iż czuję zimno... czuję jego obecność.
Chyba umarłem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz