niedziela, 10 stycznia 2016
Kidnapped - I
Popołudniowa kawa była moją codzienną rutyną, po ciężkim dniu w akademickiej sali. Nawet nie wiecie ile szczęścia dawało male, czarne americano po parunastu godzinach siedzenia na tyłku i parowania mózgu. Rozłożyłem się wygodniej na pastelowo-szarym fotelu i wlepiłem wzrok w książkę, a do ucha wsadziłem czarną słuchawkę z której leciała dynamiczna muzyka. W sumie sam coś próbowałem komponować, czasem układałem teksty ale było to tylko jako hobby, które sprawiało mi przyjemność. Przewróciłem pachnącą papierem kartkę i upiłem łyk kawy. Lubiłem tu przychodzić. Nikt nigdy nie zawracał mi tyłka, aby coś zamówić było trzeba pójść do kasy, kelnerzy roznosili tylko napoje i słodycze, a ty sobie siedziałeś z książką i miałeś cały świat w dupie. To było piękne uczucie, szczególnie że potrzebowałem oderwania od rzeczywistości i odmóżdżenia.
- Jooheon - Usłyszałem cichy, ale głęboki głos obok mojego ucha. Podniosłem wzrok i zobaczyłem stojącego nade mną Changkyuna. Uśmiechał się szeroko od ucha do ucha, a jego policzki były lekko zaczerwienione od niższej temperatury na zewnątrz. Był środek wiosny, choć bardziej środkowy początek, a temperatury nadal potrafiły nie przekraczać 11 stopni Celsjusza. Uśmiechnąłem się i popatrzyłem jak zdejmuje wiosenny płaszczyk.
- Brr... Na dworze jest tak strasznie zimno.
- Jeszcze parę tygodni temu była zima, czego się spodziewałeś? - Zapytałem łapiąc jego zimne dłonie. Chłopak od razu zaczął pobierać ode mnie cenne ciepło i nawet upił mi łyk gorącej kawy.
- Jak tam na uczelni? - Zapytałem bawiąc się jego palcami. Lim ChangKyun był ode mnie o dwa lata młodszy i niedawno co zaczął swoją przygodę z studiami. Poznaliśmy się na uczelni, gdy przypadkiem wpadłem na niego, podczas pędzenia na zajęcia. Szczerze to dość długa historia, bo tak na prawdę nie od razu jakoś się zaprzyjaźniliśmy. Po prostu małymi kroczkami się do siebie zbliżaliśmy i tak jakoś wyszło.
- Ciężko, ale jak na razie dobrze, zdałem kolokwia i na razie mam spokój. - Pokiwałem głową masując jego nieco popękaną dłoń. Pewnie niczym ich nie smarował.... Z resztą usta też miał popękane. Skrzywiłem się i dałem mu jeszcze kawy, aby się rozgrzał. W taką nijaką pogodę nie powinno się nigdzie chodzić, a szczególnie jeśli się o siebie nie dba. Westchnąłem i popatrzyłem w jego ciemne oczy. Tak bardzo je lubiłem, pamiętam że to właśnie jego oczy najbardziej wbiły mi się w pamięć podczas naszego pierwszego spotkania.
- Może się gdzieś przejdziemy? - Zapytałem dalej bawiąc się jego dłonią. - Chyba, że chcesz się jeszcze ogrzać.
- Nie nie trzeba, możemy gdzieś pójść, ale muszę dziś wrócić nieco wcześniej. Chcę się trochę pouczyć. - Pokiwałem głową z wyrozumiałością. W Korei wszechmocny jest wyścig szczurów o jak najlepszą pracę i dobrą pozycję w hierarchii społecznej. Ja nie martwiłem się o takie rzeczy. Wolałem iść powoli i dostrzegać małe rzeczy, niż pędzić przed siebie zwracając uwagę tylko na duże problemy.
Ubraliśmy się i wyszliśmy z kawiarenki, a w moją twarz uderzyła fala chłodnego powietrza. Dookoła było widać ludzi chodzących nerwowo po chodniku. Ich twarze były pozakrywane maseczkami albo szalikami. W uszach mieli słuchawki, które miały dawać sygnał "Nie mam zamiaru z nikim rozmawiać jestem odizolowany od innych.". Chwyciłem dłoń ChangKyuna, na co inni dziwnie się popatrzyli, a następnie poszliśmy do nie wielkiego jakby "parku" na obrzeżach Seulu. Było tam o tej porze na prawdę ślicznie. Zielona, młoda trawka tworzyła przyjemny, miękki dywanik, a powoli rozkwitające pąki na wiśni dodawały atmosfery.
- Jooheon.... - Odwróciłem głowę w stronę ChangKyuna, a ten szybko i delikatnie musnął moje wargi. No tak... Wraz z Kyunem byliśmy parą od dobrych paru miesięcy. W sumie zaczęło się to wszystko od tego, że pijany przyszedłem do niego i wyznałem mu miłość. Na samo wspomnienie tego wszystkiego robię się czerwony, bo w sumie żenujące jest to, że potrzebowałem alkoholu by powiedzieć mu o swoich uczuciach.
- Changkyunnie ~ - Krzyknąłem i podniosłem go. Był mały i chudy, a jego nogi to dwa patyki. Chłopak uśmiechnął się promiennie i objął mnie za szyję. Zacząłem kręcić się z nim w okół własnej osi. Często tak robiliśmy. Nie wiem dlaczego, ale to po prostu było dla nas obu bardzo przyjemne.
- Chodźmy do mnie... Już nie ucz się kolokwia na razie Ci się skończyły. - Powiedziałem nadal trzymając go w ramionach.
- No sam nie wiem...
- Oj no nie bądź taki - Zrobiłem swoje popularne, słodkie aegyo i zrobiłem błagalną minkę na co mój partner uśmiechnął się szeroko. Pogłaskał mnie po policzku, a ja wtuliłem twarz w jego dłoń. Delikatnie objąłem go w talii i przyciągnąłem nieco bliżej do siebie. Miałem taką ochotę go pocałować, ale ostatecznie jedynie tak staliśmy i przyjmowaliśmy lekko skrzywione miny przechodniów.
- Jak chcesz się poprzytulać to może jednak pójdźmy do Ciebie... - Chłopak oderwał się ode mnie i w tym samym czasie przyszedł do niego SMS, a mina Changkyuna nieco zrzedła. Wyjął z kieszeni biały telefon i szybko odczytał wiadomość, a następnie szybko go wyłączył i wsunął z powrotem do kieszeni kurtki. Uniosłem lekko brew i popatrzyłem na jego zmieszaną minę.
- Coś się stało? - Zapytałem, a chłopak jakby obudził się nagle z wielkiego transu zamyślenie i spojrzał na mnie lekko zaskoczonym wzrokiem.
- Nie... Wszystko w porządku. - Na twarz przylepił wymuszony uśmiech i sam ja udałem, że wszystko jest OK. Ponownie złapałem go za rękę i poszliśmy w stronę mojego domu, który dostałem od rodziców. Był nie daleko, zaledwie pięć minut drogi.
Zdjąłem kurtkę i powiesiłem ją zaraz obok płaszcza Chankyuna. Weszliśmy do małego, ale przytulnego mieszkanka. Najpierw przywitał nas korytarz, a później poszliśmy do małego salonu. Pokój był jasny, ciasny i przytulny.
- Zrobić Ci coś do picia? - Zapytałem obejmując go od tyłu i patrząc mu przez ramię na ręce. Znów miał w nich telefon i odczytywał wiadomości. Gdy tylko usłyszał mój głos, zmieszany odłożył przedmiot i odchylił głowę do tyłu znów sztucznie się uśmiechając. Czułem, że coś przede mną ukrywa, a to coś go trapi. Westchnąłem jeżdżąc palcami po jego płaskim brzuchu.
- O co chodzi?
- Jak to o co?
- Nie zgrywaj głupiego. - Burknąłem siadając na fotelu razem z nim na kolanach i wyjmując z jego kieszeni telefon. - Coś Cię dręczy i to jest tego przyczyną. - Chłopak westchnął i odblokował mi urządzenie, następnie odpalając wiadomości i dając mi telefon do ręki. Zacząłem czytać wiadomości od Bobbyego. To jeden z moich znajomych z którym miałem dziwny kontakt. Niby się lubiliśmy, ale coś było w jego zachowaniu co mi się nie podobało. Chyba już nawet wiem co....
Z zmarszczonymi brwiami czytałem wiadomości do mojego chłopaka. "Przecież on Cię nie kocha", "Moglibyście nie miziać się na ulicy..." "Dobranoc słoneczko "Miłego dnia kochany" "Dlaczego wolisz tego dupka Jooheona, ode mnie?" Byłem więcej niż wściekły. Changkyun jest mój i nie mam zamiaru go nikomu oddawać. Zacisnąłem palce na jego brzuchu i zagryzłem mocniej wargę.
- Ej, ej. ej - Z dalszego czytania tego wszystkiego odciągnął mnie ciepły głos partnera. - Nie denerwuj się, przecież wiesz że kocham tylko Ciebie i nie zostawię go dla gościa, którego widziałem tylko parę razy. - Chłopak odwrócił się tak, że siedział mi na kolanach przodem do mnie. Popatrzyłem w jego ciemne oczy i musnąłem jego wargi.
- Też Cię kocham. - Uśmiechnąłem się znów go całując, ale nieco namiętniej. Lim chętnie oddawał pocałunki. Objął moje policzki i przysunął się jeszcze bliżej. Nie mogłem powstrzymać się od tej czynności. Zacząłem zjeżdżać z pocałunkami na jego szyję. Zostawiłem tam małą, bladą malinkę, bo inaczej musiałby nosić ten okropny golf. Do moich uszu dobiegło ciche mruczenie, gdy wsunąłem swoje zimne palce pod koszulkę chłopaka. Uśmiechnąłem się i przygryzłem lekko delikatny płatek ucha. Miałem tak wielką ochotę narobić mu malinek, aby wszyscy wiedzieli, że jest mój. Jednak nie mogłem tego zrobić, bo potem miałby problemy. Dlatego skupiłem się na delikatniejszych pocałunkach z którymi schodziłem niżej i niżej. Ściągnąłem bluzkę z ciała Changkyuna i zabrałem się za pieszczenie jego torsu. Składałem zaborcze, ale pełne uczucia pocałunki na jego klatce piersiowej, dłońmi zaś błądziłem po jego plecach, drażniąc przy tym jego mleczną skórę. Na głowie czułem drobne ręce partnera, które błądziły między moimi czarnymi włosami, oraz jego aksamitne, różowe usta na czole. To była tak magiczna chwila, dopóki telefon chłopaka nie wydał z siebie dźwięku, oznaczającego przyjście SMS'a. Changkyun westchnął i wziął telefon z zamiarem odczytania go, ale szybko wyrwałem mu go z dłoni. To była nasza chwila i nikt nie miał prawa nam przeszkadzać.
- Ty, ja, łóżko i nic więcej, rozumiemy się? - Zapytałem patrząc w jego zmieszaną minę. No przepraszam bardzo, ale nie mam zamiaru z nikim dzielić się moją słodką pyzą. Uśmiechnąłem się i wziąłem go na ręce jednocześnie wstając. Przenieśliśmy się do mojego pokoju, a jego telefon rzuciłem gdzieś w kąt na fotel. Nachyliłem się nad szczupłym ciałem Changkyuna i znów zacząłem go całować. Był taki słodki, a szczególnie, gdy wił się pode mną z rozkoszy. Sam zdjąłem swoją koszulkę i wróciłem do całowania wrażliwego podbrzusza, na którym również zostawiłem malinkę. Rozpiąłem pasek od spodni i zsunąłem je o parę centymetrów w dół. Wtedy zadzwonił telefon. Uniosłem brew patrząc w jego stronę. Nie dość, że na ekranie wyświetlał się Bobby to jeszcze za dzwonek leciała jedna z moich piosenek, którą dałem przesłuchać dla swojego chłopaka. Lim już po niego sięgał, ale złapałem go za nadgarstek.
- Mam się powtarzać? - Zapytałem podirytowany. - Ty, ja, łóżko. Nie było tam mowy o telefonie, czy Bobbym
- Ale on dzwoni...
- To niech se dzwoni. - Wziąłem jego telefon, otworzyłem klapkę i wyjąłem baterie, kładąc rozebrane na części urządzenie, z powrotem na fotel. Changkyun westchnął i pogłaskał mnie po policzku. Pocałowałem go delikatnie w czoło. No i zepsuł całą atmosferę. Dlaczego niektórzy ludzie nie mogą dać za wygraną? Na jego miejscu pozwoliłbym być dla chłopaka szczęśliwym, a nie ciągnąć go na siłę w swoją stronę, nawet jeśli on mnie nie kocha. Zresztą czy byłbym wstanie być szczęśliwy kosztem szczęścia osoby, którą kocham? Chyba nie za bardzo.
- Jooheon. - Moje rozmyślania przerwał Changkyun, który czule głaskał mnie kciukiem po policzku. - Kocham Cię - Uśmiechnąłem się na te słowa. Nie znamy się nie wiadomo ile, ale chyba mogę powiedzieć że ten chłopak zna mnie na wylot.
- Ja Ciebie też ~ - Mruknąłem całując go w usta.
Chankyun został u mnie na noc, a jako że wykłady mieliśmy po południem, razem spędziliśmy poranek. Oczywiście ja sobie pospałem dłużej, a Lim zrobił coś do jedzenia.
- Dzień dobry - Powiedziałem zastając go w kuchni i obejmując od tyłu w pasie. Chłopak odpowiedział mi przecierając zmęczone oczy.
- Coś się stało? - Zapytałem całując go w tył głowy.
- Złożyłem telefon i go włączyłem. Zgadnij ile miałem wiadomości...
- Dużo?
-Bardzo dużo, a treść mnie przerażała... - Odwrócił się do mnie przodem. - Powoli nie mam sił. - Widać to było po jego zmęczonej minie. Najgorsze było to, że nie mogłem za bardzo nic zrobić.
- Zmień numer, może przestanie Cię dręczyć - Chłopak westchnął teatralnie i przeczesał swoje ciemne włosy.
- Nie sądzę, aby to pomogło. - Leżący obok telefon znów zawibrował. Chyba na prawdę nie dawał za wygraną.
Zjedliśmy śniadanie, a na ten czas Changkyun wyłączył telefon, dzięki czemu mieliśmy spokój i czas tylko dla siebie. Wykorzystaliśmy go jak najlepiej, bo pewnie ponowne spotkanie tego typu będziemy mieli dopiero za tydzień, może dwa.
- Naprawdę musisz już iść? - Zapytałem, gdy chłopak stał w przedpokoju i zakładał jesienny płaszcz i buty.
- Mhm, za dwie godziny mam wykłady,a jeszcze muszę coś zrobić. - Uśmiechnął się zapinając ostatni guzik, następnie podchodząc i całując mnie czule w policzek. - Napiszę jak będę w domu. - Pokiwałem głowę i pożegnałem go. Znów byłem sam w domu. Westchnąłem i podrapałem się po tyle głowy, samemu wracając do materiału z wykładów. Usiadłem przed biurkiem i otworzyłem książkę, próbując skupić się na tekście, jednak nie mogłem. Co chwilę spoglądałem na czarnego smartfona leżącego obok. Denerwowałem się, bo wiedziałem, że Changkyun jeszcze nie wrócił do domu. Zmarszczyłem brwi walcząc z samym sobą. Może i byłem przewrażliwiony, ale każdy by taki był, gdyby nękano jego ukochanego. Najbardziej przerażało mnie to, że Bobby wiedział zawsze co robimy i to nawet w moim domu.
Nagle telefon zawibrował, a ja podskoczyłem w miejscu i szybko chwyciłem go w dłonie.
Ale nie był to numer Changkyuna. Na wyświetlaczu miałem napisane nie znane mi cyfry, układające się w jeden numer. Drżącymi palcami otworzyłem zawartość wiadomości.
"Zagrajmy"
Jedno słowo, a tyle przerażenia. Przełknąłem ślinę.
- ?
- Sprawdź kuchnię
Z trzęsącymi się nogami poszedłem do kuchni. Na początku nic nie zobaczyłem, więc znów spojrzałem w telefon.
"Stół"
Zmarszczyłem brwi i spojrzałem w kierunku niewielkiego, drewnianego stołu, na którym leżała czarna koperta. Przełknąłem głośno ślinę i wziąłem ją do ręki. Elegancka, czarna koperta, która pod światłem mieniła się w wzorek. Drążącymi rękoma otworzyłem zawartość koperty. Był tam list, który po chwili przeczytałem.
"Wybacz, ale nie umiem się pogodzić z faktem, że Changgie woli Ciebie, ode mnie. Postanowiłem więc się z tobą zabawić. - Zmarszczyłem brwi jeszcze mocniej czytając ten fragment. Czy ten pojeb chce coś zrobić mi albo Limowi? - Spokojnie nie mam zamiaru krzywdzić, ani Ciebie, a ni jego. Obiecuję że mu włosek z mojej winy z głowy nie spadnie.
Zagramy w grę, która jest prosta. Porwałem Changkyuna (spokojnie ma się dobrze na razie śpi). Gra polega na tym: Ja zostawiam Ci wskazówki, dzięki którym będziesz mógł znaleźć chłopaka. Jednak są pewnie zasady ~
Po 1 Jeśli nie uda Ci się w 4 tygodnie odnaleźć ChangKyuna to jest mój i nigdy nie będziesz miał prawa mi go odebrać. Jeśli Ci się uda nigdy więcej was nie ruszę.
Po 2 Nie waż się dzwonić na policję. Jeśli to zrobisz kulka w głowę dla chłopaka i jednocześnie dla mnie.
Po 3 Żadnych nie czystych ruchów, cały czas Cię obserwuję.
Po 4 Masz dokładnie 4 miesiące od zobaczenia tego. Zostawiam Ci wskazówki, aby było ciekawiej.
Życzę Ci powodzenia, chodź wątpię, abyś go znalazł. Mam nadzieję, że nie będziesz rozpaczał. Dobrze zadbam o naszą wspólną miłość. Z poważaniem
~ Bobby
Byłem wściekły. Zgniotłem cały list i rzuciłem go w kąt pokoju, czując jak bardzo serce mi bije. Niech się waży go tylko tknąć, to nogi mu z dupy powyrywam. Szybko wyjąłem z kieszeni telefon i chciałem mu napisać wiadomość, jednak nie mogłem jej wysłać.
"Zaczynajmy ~ - Po chwili doszła do mnie kolejna wiadomość. Znajdę Changkyuna... Chodźbym miał przeszukać całą Korę ...
C.D.N
A/N: To jedna z serii o którą się boję, bo na prawdę dużo czasu zajęło mi sklejanie jej, a mam nadzieję, że jej nie zepsuję ~ Także więc oczekujcie kolejnej części ~
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz